Imponujący film! Bardzo odważne i doprawdy przepiękne dzieło Lee Chang-donga niewątpliwie należy do najlepszych koreańskich filmów w ogóle. Niezwykła, porywająca historia i rewelacyjne kreacje aktorskie nie pozwalają przejść obok Oazy obojętnie! Jednym słowem dzieło wybitne!
Sen to kolejny już tytuł Kim Ki-duka, który od czasu Pustego domutworzy filmy coraz bardziej minimalne i bardziej będące alegorią rzeczywistości niż jej dokładną reprezentacją. Także tu pojawiają się motywy znane z wcześniejszych dzieł koreańskiego twórcy, choć tym razem tematem przewodnim jest sen – stan przebywania w świecie iluzji, będącym lustrzanym odbiciem świata rzeczywistego. Ale czy sytuacja ta opiera się na dualnym rozdziale, czy może dwie skrajnie różne rzeczywistości składają się w istocie na jedną, tą samą?
Film zaczyna się bardzo tajemniczo i intrygująco, wprowadzając widza w oniryczny, nieco fantastyczny świat. Jin śni, że jadąc samochodem, doprowadza do wypadku, po czym zbiega z miejsca zdarzenia. Budzi się przerażony intensywnością tego doznania i ogarnięty dziwnym niepokojem. Postanawia sprawdzić, czy to, co śnił miało odzwierciedlenie w rzeczywistości i ku swemu zaskoczeniu przekonuje się, że wypadek naprawdę miał miejsce, a zbiegłym kierowcą nie jest on, lecz pewna kobieta - Ran. Sytuacja jest niezwykle dziwna, tym bardziej, że kobieta całkowicie zaskoczona jest zarzutami policji i ze szczerością przekonuje, że cały czas spała. Jin czuje się odpowiedzialny za całe to zamieszanie, które przecież przyśniło mu się z taką intensywnością. Chce wziąć winę na siebie, choć zdjęcie z monitoringu przedstawia Ran. Jak się okaże kobieta lunatykuje, będąc zupełnie nieświadoma rzeczy, które wówczas robi. Co więcej, lunatyzm prześladuje ją od dwóch tygodni – tego samego czasu, w którym Jina zaczynają nawiedzać niezwykle realne sny. Jednocześnie Ran odkrywa, że podczas swych lunatycznych eskapad odwiedza znienawidzonego chłopaka, oddając mu się całkowicie, podczas gdy Jin śni równocześnie o intymnych spotkaniach ze swą byłą dziewczyną, którą nadal kocha. Jedynym rozwiązaniem zdaje się być rezygnacja ze snu.
Sen Kim Ki-dukaporusza kwestie dualnego porządku świata, który mimo pozornego rozdziału jest w zasadzie jednolity. Dotyczy to również moralności i podziału na dobro i zło, o czym Kim mówił już we wcześniejszych filmach. Opozycja, która w Śnie najbardziej rzuca się w oczy to: rzeczywistość i fikcja, czyli jawa i sen, których granica zatarta jest przez niezwykłą sytuację, w której znaleźli się bohaterowie. Jin śni coś, co w rezultacie Ran realizuje w świecie rzeczywistym. Trudno wskazać jednoznaczny charakter tej sytuacji – szczególnie pod względem moralnym. Co jest bowiem bardziej istotne: intencjonalna myśl, czy nieintencjonalne działanie? Jin jest inicjatorem zdarzeń (poprzez sen), ale to Ran jest ich wykonawcą (mimo braku świadomości). Zdaje się, jakby nie istniały dwie rzeczywistości (realna i oniryczna), lecz jakby składały się one na jedną całość. Sugeruje to chociażby scena u „lekarza od snów”, w której lekarka mówi, że czerń i biel jest w zasadzie tym samym. Wraz z rozwojem akcji pojawi się moment, gdy Ran i Jin staną się czernią i bielą, przywdziewając stroje w tych właśnie barwach. Skoro więc czerń i biel są tym samym, to również Jin i Ran są jedną osobą, nie dwoma. Gdy spojrzeć na nich w ten właśnie sposób, widać wyraźnie jak wiele mają ze sobą wspólnego. Są wobec siebie tym, czym lustrzane odbicie wobec rzeczywistość, przy czym nie sposób odróżnić tego, co jest czym.
Alegoryczna opowieść Kim Ki-dukajest również fantastyczna (niezwykła) na poziomie językowym. Jin jako Japończyk rozmawia ze wszystkimi ojczystym języku, nie napotykając przy tym żadnych przeszkód, mimo, że akcja rozgrywa się w Korei Południowej i tej narodowości jest każda z postaci. Nie ma to jednak większego znaczenia (szczególnie w relacji Jin – Ran – w końcu są jednością), ponieważ sam świat nie opowiada się jednoznacznie ani po stronie jawy, ani po stronie snu. Tą niejednoznaczność oddaje zakończenie, w którym następuje wyzwolenie bohaterów (podobnie jak w Pustym domu), a jeden z nich zamienia się w motyla. Nasuwa się skojarzenie z chińskim filozofem Zhuangziem, żyjącym w IV wieku p.n.e., który opisywał swe doznanie podczas snu. Otóż Zhuangzi śnił, że jest motylem, że latał sobie beztrosko, robił to, na co miał ochotę aż zupełnie zapomniał, że jest Zhuangzi. Wtem filozof obudził się i znowu był Zhuangzi. Jednakże nie wiedział, czy był Zhuangzi, który śnił, że jest motylem, czy może jest motylem, który śnił, że był Zhuangzi. Podobny aspekt postrzegania rzeczywistości interesuje Kim Ki-duka w Śnie, co znalazło swój wyraz znajduje w alegorycznej i pięknie sfotografowanej historii Jina i Ran.