Tajski horror Shutter – widmojest kolejnym przykładem na to, że serce kina grozy bije nie w Hollywood, a w Azji. Film duetu tajskich reżyserów intryguje fabułą, wykorzystanymi motywami, a co najważniejsze – straszy!
Tajski horror Shutter – widmojest kolejnym przykładem na to, że serce kina grozy bije nie w Hollywood, a w Azji. Film duetu tajskich reżyserów intryguje fabułą, wykorzystanymi motywami, a co najważniejsze – straszy!
Fotografik Tun i jego dziewczyna Jane wracając po zmroku z zakrapianego spotkania z przyjaciółmi, potrącają młodą kobietę. Mężczyzna postanawia uciec z miejsca zdarzenia, póki nie ma żadnych świadków. Przez kolejne dni Jane nie zaznaje spokoju, wciąż myśląc o tragicznym wydarzeniu. Tun z drugiej strony w ogóle nie wygląda na przejętego, skupiając się na pracy. Po wywołaniu zdjęć z jednej z sesji, na kliszy odkrywa dziwną smugę, której pochodzenia nie potrafi wyjaśnić. Wkrótce dostrzega również, że na jednym ze zdjęć widnieje twarz dziewczyny – ducha. Odtąd mężczyzna zacznie poszukiwać rozwiązania zagadki tajemnicza zjawy, która, jak się okaże, nawiedzała również jego kolegów przed ich tragiczną śmiercią. Kluczem do historii będzie przeszłość Tuna, która rozwieje wszelkie wątpliwości. Z czasem nic nie będzie takie, jakie się wydawało na początku. Z jednej strony ogląd świata Jane zmieni się całkowicie, z drugiej widz doświadczy zaskakujących i nieraz strasznych zwrotów akcji.
Już od napisów początkowych (głównie za sprawą fantastycznej muzyki!) Shutter – widmo wprowadza widza w niepokojącą atmosferę, która wkrótce przeradza się w mrożący krew w żyłach terror. I nawet konwencjonalność fabuły nie rzuca się w oczy, co jest zwykle największym grzechem filmów grozy, ponieważ schemat gatunkowy w tajskim Shutter – widmo został doskonale wypełniony oryginalną fabułą. To ona (wraz z realizatorskim wyczuciem) powoduje, że wszystkie elementy filmu sprawnie ze sobą współdziałają, dostarczając widzowi mocnych przeżyć, wywołując u niego ciarki na plecach, czy podwyższone tętno – reakcje, jakie powinien dostarczać każdy rasowy horror.
Najciekawsze jednak w Shutter – widmo zdaje się być zestawienie motywu fotografii i ducha. Nie dość, że scenarzyści obrali fantastyczny kierunek, to jeszcze dotknęli, czegoś znacznie głębszego. Bez względu, czy ze strony twórców jest to świadomy wybór, czy nie, wątek fotografii powoduje, że film staje się w pewien sposób autotematyczny. Horror o mszczącym się duchu, jest jednocześnie obrazem o fantomicznej naturze kina. Bowiem czymże innym jest projekcja filmowa, jeśli nie obcowaniem z duchami, niematerialnymi istotami, powołanymi do życia przez światło (i ruch)? Co więcej postaci te nierzadko są już tylko wspomnieniem na celuloidzie (aktorzy dawno już umarli), które nawiedzają salę kinową podczas projekcji. Tak więc nas – widzów „prześladują” fantomy, a bohaterów tajskiego horroru prześladuje zjawa martwej kobiety. Jednocześnie wątek „zemsty zza grobu” wpisuje się w popularny i zakorzeniony w kulturach azjatyckich motyw „klątwy”, który Japończycy przebili w sukces na gruncie horroru. I jeśli dla wielbicieli kina grozy Krąg (1998) Hideo Nakaty, czy Klątwa Ju-on (2002) Takashiego Shimizu oznaczają tak oczekiwany przez nich terror, to tajski Shutter –widmo jest propozycją równie odpowiednią.
Przeczytaj także recenzję kolejnego filmu reżyserskiego duetu z Tajlandii - Alone (recenzja tutaj).