Sen to kolejny już tytuł Kim Ki-duka, który od czasu Pustego domutworzy filmy coraz bardziej minimalne i bardziej będące alegorią rzeczywistości niż jej dokładną reprezentacją. Także tu pojawiają się motywy znane z wcześniejszych dzieł koreańskiego twórcy, choć tym razem tematem przewodnim jest sen – stan przebywania w świecie iluzji, będącym lustrzanym odbiciem świata rzeczywistego. Ale czy sytuacja ta opiera się na dualnym rozdziale, czy może dwie skrajnie różne rzeczywistości składają się w istocie na jedną, tą samą?
Nić w reżyserii Mehdiego Bena Attiito kino doskonałe. Fabuła wciąga dosłownie od pierwszej sceny, bohaterowie mają własne tajemnice i bogatą we wspomnienia przeszłość, dzięki czemu ich złożona osobowość budzi pewnie zazdrość niejednego scenarzysty, borykającego się z płaskimi, „papierowymi” postaciami. Doskonały realizatorsko, wyśmienicie zagrany, z wspaniale skomponowaną muzyką, która idealnie oddaje atmosferę obrazu – chciałoby się rzec film kompletny. A do tego debiut!
Nić opowiada historię Malika – młodego architekta z bogatej i dobrze sytuowanej rodziny, który wraca właśnie do ojczystej Tunezji, po tym jak kilka miesięcy spędził we Francji, szukając ukojenia po stracie ojca. W rodzinnym domu wita go matka (Claudia Cardinale), z którą łączy go szczególna więź. Malik kocha matkę, która nadal jednak stara się kierować jego losem, mówiąc mu co ma robić, co mówić i z kim się spotykać. Malik czuje, że wciąż jest pod jej opieką, co ogranicza jego wolność. Mimo że przez otoczenie odbierany jest jako niezależny mężczyzna, w rzeczywistości jego problemem jest brak całkowitej swobody. Nie uświadamia sobie tego do końca, a jego sytuację symbolizuje wyimaginowana nić, do której jest przywiązany i która krępuje jego ruchy. Jest to w istocie stan psychiczny, który Malik wytworzył we wczesnym dzieciństwie, a który został przez rodziców zlekceważony. Sytuacja zmienia się stopniowo, gdy spotyka Bilala – 25-letniego chłopaka pomagającego w utrzymaniu porządku w luksusowej posiadłości matki Malika. Obu mężczyzn różni wiele (pochodzenie, pozycja społeczna, wykształcenie), ale łączy jedna rzecz: wyobcowanie.
To właśnie wyobcowanie jest głównym tematem Nici. Wiele różnorakich mini-wątków może sprawiać wrażenie, że Nić dotyka kilku spraw, ale w rzeczywistości od początku do końca mówi o tej samej. Jest to poczucie braku przynależenia do grupy, społeczeństwa, a nawet do otaczającego świata. Przyczyny są różne. Może to być homoseksualizm, który w kulturach arabskich nadal jest tematem tabu (wykroczeniem przeciw prawu i religii), może to być płeć, która w wypadku kobiet oddala je na dalszy plan w społeczeństwie silnie patriarchalnym, może to być status społeczny, który powoduje, że świat dzieli się na „nas” i na „nich”, może to być w końcu sam język, który staje się barierą nie tylko w komunikacji, ale również w akceptacji przez otoczenie. Wszystkie te formy alienacji są w filmie Attii zaznaczone, w subtelny sposób wplecione w całkiem prostą historię mężczyzny z bogatej rodziny, który wiąże się nie tylko z kimś ze „społecznych dołów”, ale jednocześnie tej samej płci.
Reżyser Mehdi Ben Attia mądrze podaje widzom urywki wspomnień bohatera lub obiektywnej przeszłości, przez co historia Malika z czasem staje się coraz bardziej kompletna, a jego zachowanie i reakcje zrozumiałe. Sekret bohatera, który największe znaczenie ma na samym początku filmu, doskonale podkreśla muzyka. Jest niespokojna, nieco chaotyczna, a przede wszystkim wspaniale buduje atmosferę niepewności i kruchości pozornie stabilnego świata. Oczywiście nie wokół tajemnicy budowana jest akcja, tym bardziej, że szybko zostaje ona widzowi zdradzona, ale w ten sposób wprowadza się nas w świat, w którym stale coś się ukrywa. Malik przed matką skrywa swoją orientację seksualną, przed ojcem prawdziwy stan jego choroby, razem z Bilalem ukrywać muszą swój związek przed „oczami” arabskiego społeczeństwa (podobnie zresztą jak lesbijska przyjaciółka Malika), a wszyscy okłamywać muszą seniorkę rodu, która czeka na prawnuki.
Na szczęście – choć nie jest to wcale cukierkowaty happy end – pod koniec filmu triumfuje szczerość… i miłość. Dzięki niej Malik zapomni o ciągnącej go przez całe życie nici, której chwytał się dotąd jak ostatniej deski ratunku i która zatrzymywała go wpół kroku. Dzięki Bilalowi dojrzeje w końcu i stanie się naprawdę niezależnym mężczyzną, a przy tym będzie miał na tyle sił, by uczyć własnego syna od samego początku stawiania czoła falom bez oglądania się za siebie (metaforyczna scena, gdy uczy syna pływać).