|

Chłopiec o czystym sercu opuszcza wioskę w poszukiwaniu skradzionej głowy świętej statuy. Naiwna historia pełna schematów, banalnych dialogów i malowaną grubą kreską granicą między dobrem a złem. Ale pomimo tego film ogląda się z gęsią skórką i wypiekami na twarzy. Czemu? Wszystko za sprawą starożytnej sztuki walki Muay Thai, akcji na najwyższym poziomie i wciskającej w fotel choreografii.
Napisany specjalnie dla Tony’ego Jaa scenariusz nie ma tu większego znaczenia, bo Ong-Bak to przede wszystkim popis jego nadzwyczajnych umiejętności. Nie jest to hollywoodzkie udawanie, czy hongkoński balet, ale prawdziwa, kontaktowa walka, przepełniona ogromną siłą i bólem. Wystarczy kilka ujęć, w których w ruch wchodzą łokcie i kolana, by niemalże odczuć na własnej skórze siłę Muay Thai. Kino chyba nigdy dotąd nie ukazało sztuki walki w tak namacalny sposób. Walka tutaj jest tak brutalna, że budzi przerażenie, a równocześnie zachwyt, łechtający pierwotne instynkty. Czysta przyjemność!
Ong-Bak to także genialne sceny kaskaderskie, brawurowe pościgi i naprawdę śmieszne sytuacje komiczne. Dla uważnych dwa ujęcia, które twórcy kierują do Spielberga i Bessona (szczegółów wypatrujcie w tle – graffiti na murze).
Ong-Bak Pinkaew Prachya 2003 |