Najlepszy film Scorsese
 
Reklama
król alfonsów / narodowe wybory idola / policjant w szale / palący żar sumienia / człowiek na tle wzburzonych fal / gorączka chilijskiej nocy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Of Love And Eggs

of-love-and-eggs

Garin Nugroho jest bodaj najbardziej znanym indonezyjskim reżyserem wśród publiczności międzynarodowych festiwali. W 2004 roku powstał Of Love and Eggs, którego entuzjaści opisują film jako ciepłą, ludzką komedię o miłości i trudnych relacjach dzieci z rodzicami.

Ja do entuzjastów Of Love and Eggs nie należę i bardziej odpowiada mi porównanie jednej z małych bohaterek, która zapowiadając film, przyznaje, że przedstawione historie i dramaty przypominają te z telewizyjnych oper mydlanych. I mimo, że nie miała (ani reżyser) niczego złego na myśli, właśnie tak dosłownie należałoby porównanie to odbierać. Fabularnie i realizacyjnie film Garina Nugroho w najlepszym wypadku stoi na poziomie telenoweli. Prawdziwe dramaty zarysowane w scenariuszu na ekranie zamieniają się w płytkie, a często nawet niezrozumiałe. Dziecko przeżywające odejście matki nie porusza wcale, aż chciałoby się wzruszyć ramionami i powiedzieć: „I co z tego?”. Strona realizacyjna także pozostawia wiele do życzenia, rażąc amatorszczyzną i studyjną sztucznością. Z jednej strony można tłumaczyć to ciężkimi warunkami, w jakich zmuszony jest pracować indonezyjski reżyser, a z drugiej łatwo przywołać nazwiska Lisandro Alonso, czy Apichatponga Weerasethakula, by udowodnić, że pieniądze to nie wszystko. Dobór amatorów do odgrywania ról także zawodzi, bo zamiast ich autentyczności podkreślają sztuczność sytuacji, w której się znaleźli. Albo starają się zanadto, albo brakuje im choć trochę aktorskiego talentu. Oglądając Of Love and Eggs ma się wrażenie, że wszystko zawodzi. I wcale nie pomaga łatka artysty z Trzeciego Świata, by z łatwością przełknąć to danie. Zamiast smacznego makaronu z jajkiem, o którym mowa w filmie, wyszedł śmierdzący zbuk.

ofloveandeggs1
Of Love and Eggs składa się z kilku historyjek, które łączy miejsce i bohaterowie. Są nimi ludzie (przede wszystkim trójka dzieci) mieszkający i pracujący na zatłoczonym targowisku, w którego centrum budowany jest mały meczet. Historie rodzinne – niczym w telenoweli – związane są przede wszystkim (albo należałoby powiedzieć: tylko i wyłącznie) z miłością i dramatami w relacjach dzieci – rodzice. Mamy tu zrozpaczoną dziewczynę, uciekającą przed ojcem, od którego chce jedynie usłyszeć, że on ją kocha. Kilkuletniego Bimu, który ze starszym bratem sprzedaje na targu jajka i tęskni ogromnie za matką. Jej koleżance Asih również brak matki, która odeszła od jej ojca. Stąd dziewczynka wciąż sprawia problemy, jak skarbu pilnując dywanu do modlitw, który zostawiła po sobie jej matka. Inna dziewczynka także cierpi z powodu rozłąki. Rindu tęskni jednak za swym dorosłym bratem, który mieszka w innej części Indonezji. Wszystkie dzieci przeżywają swe dramaty na tle codziennego życia targowiska i nieukończonej budowy meczetu, który czeka na wieńczącą go kopułę. Jak widać z opisu mogło być ciekawie. W rzeczywistości jest jednak banalnie.

Of Love And Eggs / Rindu kami padamu
Garin Nugroho
2004