Niezależny Shortbus Amerykanina Johna Camerona Mitchella u większości widzów niewątpliwe wzbudzi kontrowersje. Jest tu masa golizny, bez ogródek ukazywany seks (w najróżniejszych wariantach i z każdym detalem), a nawet kontrowersyjna z amerykańskiego punktu widzenia scena śpiewu hymnu narodowego podczas igraszek męskiego trójkąta. Automatycznie narzuca się pytanie: czy poza skandalem, film ten ma do zaoferowania coś jeszcze?
Za pozornie beztroskim tytułem ostatniego filmu Philippe Lioreta– Welcome – kryje się gorzka ironia. Hasła o otwartości, czy serdecznej gościnności pozostają pustymi frazesami, jeśli nie idą za tym żadne czyny. Dotyczy to tak samo zwykłych ludzi, jak i państwa, jego instytucji, czy prawa. Lioret demaskuje to w opowieści o instruktorze pływania i nielegalnym imigrancie z Iraku, który przepłynąć chce Kanał La Manche, by dostać się do swej ukochanej.
Bohaterem Welcome jest Simon (Vincent Lindon) – rozwiedziony, dojrzały mężczyzna, który wciąż ma nadzieję wrócić do żony. Ona jednak ułożyła sobie życie na nowo, wiążąc się z innym. Kobieta razem ze swym nowym partnerem angażuje się w działalność charytatywną – pomoc nielegalnym imigrantom (wydawanie posiłków). Chcąc jej zaimponować, Simon – instruktor pływania – pomaga irackiemu Kurdowi, który chce się dostać do Wielkiej Brytanii. Nie widząc żadnej szansy na powodzenie przeprawy przez Kanał La Manche tak, by nie zostać schwytanym przez służby celne, postanawia go przepłynąć. Stąd za ostatnie oszczędności rozpoczyna lekcje pływania pod okiem Simona. Mimo, że przepłynięcie Kanału wydaje sie nierealne, szczególnie dla nowicjusza i przy niskich temperaturach wody, mężczyzna postanawia dać chłopakowi lekcje, nawet gdy ten nie ma już pieniędzy. Z czasem pomoc, która wynikała z kalkulacji (zaimponowanie żonie), staje sie bezinteresowna i między Simonem a Bilalem nawiązuje się więź. W końcu jednak każdy będzie musiał pójść swoją drogą. Meżczyzna podjąć będzie musiał decyzję według jakich wartości należy żyć, a chłopak sprawdzić siłę miłości (i swoich mięśni) w zimnych wodach Kanału La Manche.
Philippe Lioretw pełen dramatyzmu sposób podjął ważny temat współczesnej Francji (jak również innych krajów Zachodu). Kraj, który głosi hasła o tolerancji i wolności w rzeczywistości ma z tymi sprawami duży problem. Są nim nielegalni imigranci, napływający z krajów Trzeciego Świata. Problem ten testuje zdolność społeczeństwa do współczucia, niesienia pomocy potrzebującym, a przede wszystkim akceptacji. Była żona Simona angażuje się w działalność charytatywną, ale zdaje się ona być tylko pozornym działaniem, które tak naprawdę niczego nie rozwiązuje. Sama nie angażuje sie w problemy konkretnych ludzi (imigrantów), łudząc się, że wydając im ciepłe posiłki niesie im pomoc. Jest to działanie doraźne, które może zlikwiduje głód, ale nie problem niechcianej w kraju jednostki. Inaczej jest z Simonem, który na początku filmu wcale nie interesuje się problemami innych. Później, gdy w Bilalu widzi szansę na zaimponowanie żonie, pomaga chłopakowi, ucząc pływania, dając mu jeść i miejsce do spania. Wkrótce jednak chęć pomocy nastoletniemu Kurdowi wypłynie z jego wnętrza, nie będzie sie już kierował egoistycznymi pobudkami. Wówczas naprawdę zaangażuje się w pomoc, która wybiegać będzie daleko poza ustalone zasady postępowania jego żony, czy instytucji, które ograniczają się do wydawania zupy. Między Simonem a Bilalem utworzy się czysto ludzka więź, oparta na prawdziwej trosce i przyjaźni. Wówczas widać będzie, że za fasadowymi hasłami tolerancji i otwartości państwa i jego społeczeństwa nie ma zupełnie nic. A pełne otwartości „welcome” na wycieraczce sąsiada, wybrzmi z gorzką ironią.
Welcome zdobył liczne nagrody, w tym dwie na Berlinale w sekcji Panorama oraz nagrodę publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym.