Chłopiec o czystym sercu opuszcza wioskę w poszukiwaniu skradzionej głowy świętej statuy. Naiwna historia pełna schematów, banalnych dialogów i malowaną grubą kreską granicą między dobrem a złem. Ale pomimo tego film ogląda się z gęsią skórką i wypiekami na twarzy. Czemu? Wszystko za sprawą starożytnej sztuki walki Muay Thai, akcji na najwyższym poziomie i wciskającej w fotel choreografii.
Ten wczesny film Mohsena Makhmalbafazapowiada już późniejszą wielkość reżysera jako twórcy obrazów poetyckich i pełnych humanizmu. Historia tytułowego rowerzysty jest metaforą ludzkiego życia oraz przeznaczenia, które decyduje o losie człowieka podążającym swą drogą niczym w zaklętym kręgu.
Bohaterem filmu Makhmalbafa jest afgański uchodźca Nasim. Jego żona jest ciężko chora, ale mężczyzna nie ma pieniędzy na opiekę medyczną. Wraz z nastoletnim synem próbuje znaleźć pracę – nie jest to jednak łatwe, tym bardziej dla obcokrajowców. Dotychczas szansą na zarobek było kopanie studni w poszukiwaniu złota. Teraz jednak czas nagli, a do tego każdy wykopany metr studni zwiększa niebezpieczeństwo śmiertelnego wypadku. Gdy właściciel cyrku dowiaduje się, że Nasim przed laty w Afganistanie jeździł na rowerze bez przerwy przez trzy dni i trzy noce, proponuje mu powtórzenie tego wyczynu w Iranie. Tym razem jednak show musi trwać cały tydzień. Zdesperowany mężczyzna przyjmuje ofertę, licząc, że w ten sposób uratuje swą ciężko chorą żonę. Umowa zakłada, że jak długo Nasim będzie pedałował, tak długo opieka medyczna będzie opłacana.
Nasim – którego imię oznacza „bryzę”, a który przez właściciela cyrku nazwany zostaje Tajfunem – rozpoczyna morderczy rajd wokół miejskiego placu. Tłum gapiów rośnie z każdą chwilą, sprowadzając za sobą przeróżnych handlarzy. Atrakcja jaką jest Nasim, człowiek, który według solganów swoim spojrzeniem zatrzymał pociąg w Indii i jednym palcem podniósł byka, staje się wkrótce obiektem zainteresowania polityków. W jego nieprawdopodnym wyczynie i umiejętności gromadzenia tłumów, widzą podejrzaną działalność szpiegowską. Jednocześnie bogaci spekulanci zakładają się o to, czy afgański uchodźca utrzyma się na rowerze przez tydzień, czy nie. Osobno wynajmują lekarzy i cały zastęp pomocników. Jedni mają za zadanie dbać, by Nasimowi nie brakowało niczego, co mogłoby prowadzić do jego porażki, drudzy na każdym kroku sabotują jego wysiłki. Wkrótce niemal każdy czerpie korzyści z desperacji mężczyzny, walczącego o życie żony. Handlarze rozstawiając swe kramy, a właściciel cyrku zbierając swe udziały w ich zysku. Jednocześnie Nasima stawia się jako przykład do naśladowania młodocianym przestępcom, którzy zostali przywiezieni na miejsce rowerowego wyczynu, by oddać mu hołd. Na koniec zjawiają się oczywiście głodni sensacji reporteczy.
Rowerzysta Mohsena Makhmalbafa to krytyczne spojrzenie na społeczeństwo, które żyje dla chęci zysku. Prawie wszyscy bohaterzy pojawiający się w filmie, chcą na tragedii Nasima zarobić. Cel, jaki przyświeca mężczyźnie, czyli ratowanie żony, przestaje mieć znaczenie. Najważniejszy jest show i możliwość lepszego zarobku. Ironią losu jest, że niepotrafiącego znaleźć pracy Nasima, po wsiąściu na rower, pieniądz wręcz otacza. Pensja afgańskich nielegalnych robotników z dnia na dzień rośnie kilkakrotnie. On sam jednak nie może skorzystać z tej hojnej oferty, będąc przykutym do jeżdżącego w kółko rowera.
Pięknie sfotografowany film Makhmalbafa można także odczytywać jako metaforę ludzkiego życia. Jeżdżący wokół placu rower jest wehikułem, którym Nasim przemierza cykl życia. Jest to życie pełne cierpienia, ale i nadziei. Z drugiej strony jest tu coś z okrutnego przeznaczenia, które wzięło go w swe władanie. Po wsiąściu na rower mężczyzna przypieczętował swój los – wpadł w pułapkę, kręcąc się w kółko i nie będąc w stanie z niej wyjść. W końcu niezwykły wyczyn, dostarczający rozrywki widzom, jest przecież tagicznym życiem Nasima, które nie kończy się po tygodniowym show.
Rowerzysta / Bicycleran / The Cyclist Mohsen Makhmalbaf 1987