Tajemnicza zawartość pudełka z Piękności dnia nigdy nie zostaje ujawniona. Z tego powodu widz sam musi je czymś zapełnić. Każdy z nas widzi w nim swe własne pragnienia, fantazje i obsesje. Ten genialny zabieg Luisa Bunuela, nie po raz pierwszy igrającego z wyobraźnią widza, został następnie wiele razy przez kino eksploatowany – chociażby w Pulp Fiction (bijąca światłem walizka, po którą przyszli Vincent i Jules).

Więcej …
SEARCH
Reklama
Wejdź w zakładkę 'archiwum' i pobierz dowolny numer magazynu w PDF, bądź kliknij niebieski button poniżej i ściągnij ostatnie wydanie benshi.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Ruanda x 2

hotel-rwanda

Potrzeba było 10 lat, by kino zareagowało na ludobójstwo w afrykańskiej republice. Czy powstałe w zbliżonym czasie Hotel Ruanda (2004) i Strzelając do psów(2005) powielają opatrzone wzorce, czy wzajemnie się uzupełniają, z zaangażowaniem ukazując krwawy konflikt?

Hotel Ruanda opowiada historię Paula Rusesabaginy, który jako Hutu w obliczu masakry na mniejszości Tutsi, ukrywał ich w zarządzanym przez siebie hotelu. W sumie uratował ponad 1200 ludzkich istnień. Nie poddał się sztucznie narzuconym podziałom, zachowując swe człowieczeństwo. Piękna i wruszjąca historia, którą niestety reżyser Terry George ujął w zbyt widoczną strukturę dramaturgiczną. Chociażby wykorzystanie muzyki, która zdaje się prowadzi widza za rękę ku oczekiwanym przez twórców emocjom. Raz patetyczna, innym razem groźna, a czasem nawet romantyczna dubluje informacje płynące z obrazu. Jakby brak wiary twórców w inteligencję widza, który musi być niesiony przez ten wizualno-dźwiękowy nurt do konkretnych przeżyć i reflekcji. Reżyser nie buduje poczucia zagrożenia, wrażenia zaciskającej się na szyji pętli, a jedynie straszy widza. Obrazów używa jak wykrzyknień. Są wstrząsające i punktowe, ale nie długotrwałe. Jednym z nich jest scena przeprawy jeepa przez usianą trupami drogę. Przywodzi na myśl Pola śmierci – nawet podobny ruch kamery – ale bez tej siły wyrazu.

Aktorsko sprawdza się tylko część ekipy. Najbardziej rozczarowuje Nick Notle, którego postać trudno brać poważnie. Jego dialogi zdradzają swe scenopisarskie pochodzenie. Kolejnym potknięć jest próba szerszego ujęcia problemu – wytłumaczenie genezy konfliktu, ukazanie nieudolności Zachodu. Skupiając się na jednostce trudno przedstawić różne aspekty ludobójstwa. Dlatego epizody z dziennikarzami, czy „spontaniczne” rozmowy o konflikcie trącą publicystyką. Pomimo błędów filmu warto go obejrzeć, ponieważ stanowi dobre uzupełnienie dla powstałego rok później Strzelając do psów.

 shooting_dogs

Micheal Caton Jones również skupia się na losach konkretnych ludzi. Jednak Strzelając do psów ma większą siłę oddziaływania i sprawia wrażenie bardziej autentycznej niż Hotel Ruanda. Zapewne wielka w tym zasługa ekipy, z której niektórzy byli świadkami i ofiarami tragedii oraz planów filmowych – prawdziwych miejsc tamtych wydarzeń. Mimo że obraz przedstawia konflikt z punktu widzenia białego człowieka, jest bardziej przekonywujący niż film Geogre’a. Jest równocześnie bardziej wstrząsający, ponieważ beznamiętnie ukazuje brak reakcji świata Zachodu na krwawe wydarzenia w Ruandzie. Na tle indywidualnych losów angielskiego nauczyciela i katolickiego misjonarza maluje się apokaliptyczny obraz przerażającej i zaplanowanej masakry, którą urzeczywistniają bojówki Hutu. Naturalnie rozwijające się wątki ukazują rozpędzające się koło gwałtu i przemocy, które z sąsiadów czyni śmiertelnych wrogów, testując zdolność ludzkich odruchów. Film pyta, czy w obliczu setek tysięcy śmierci, jedno ludzkie życie ma znaczenie. Na to pytanie odpowiedzieć sobie muszą bohaterzy. Czy opuścić pełnych wiary ludzi i ratować swoje życie, czy zostać i zginąć razem z nimi? Bardzo ważki problem, który przedstawiony jest w sposób daleki od patosu. Siłą Strzelając do psów jest również całkowite podporządkowanie się tematowi bez zbędnych filmowych chwytów, które pojawiły się w Hotelu Ruanda.

Hotel Ruanda / Hotel Rwanda, reż. Terry George (2004)

Shooting Dogs, reż. Micheal Caton Jones (2005)