Cień wampirasięga po bardzo atrakcyjny wątek związany z historią powstania niemego klasyku Nosferatu – symfonia grozy. Realizm filmu z 1922 roku, a w szczególności realizm w portretowaniu postaci hrabiego Orlocka jest tak porażający, że nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z fikcją? Może prawdziwy wampir wciela się w postać aktora, odgrywającego rolę wampirycznego hrabiego?
Koreańskie Szczęście jest melodramatem specyficznym i przeznaczonym nie tylko dla miłośników gatunku. Może nawet nie zyskałby przychylności fanów indyjskich, czy nawet klasycznie hollywoodzkich miłosnych dramatów. A to dlatego, że Szczęściu daleko do melodramatów targających namiętnościami bohaterów, a bliżej do wymagających skupienia kameralnych dramtów.
Young-su czerpie z życia ile się da, nie bacząc na konsekwencje. Wkrótce zmuszony zostanie porzucić swój hulaszczy tryb życia, by zadbać o zdrowie. W tym celu opuszcza Seul i rozpoczyna kurację w sanatorium. Wiejski, górzysty klimat mają pomóc mu w przezwyciężeniu choroby, która mogłaby kosztować go życie. Mężczyzna jest jednak sceptyczny i nie przykłada się do procesu leczenia. Aż do chwili, gdy bliżej pozna inną pacjętkę – piękną Eun-hee. Z czasem Young-su złagodnieje, podda się dyscyplinie i wręcz z entuzjazmem aktywnie włączy się w życie sanatoryjnej społeczności. Jego fascynacja delikatną Eun-hee stopniowo z zauroczenia przerodzi się w prawdziwą miłość. Ona po raz pierwszy w życiu przestanie się bać o siebie, bo w końcu znalazła kogoś, kto się nią zaopiekuje. Mimo że stan zdrowia dziewczyny jest bardzo poważny, wraz ze swym ukochanym opuszcza sanatorium, by z nim zamieszkać. Tu następują chwile prawdziwego szczęścia, które objawia się w najprostszych i zdawałoby się najbardziej banalnych czynnościach. Z autentyczną radością patrzy się na to proste i szczere życie bohaterów. Jednak idylla – jak to w melodramacie – nie może trwać wiecznie.
Obraz Jin-ho Hura jest subtelnym dramatem, którego siła tkwi w szczegółach. Drobne gesty aktorów, ukazują całą paletę uczuć bohaterów. Oszczędnością cechuje się również forma filmu. Kamera bez reżyserskiego komentarza śledzi losy Young-su i Eun-hee. Nie oznacza to, że mamy do czynienia z jakimkolwiek przejawem dokumentalizmu. Jest to raczej prostota formy, służąca treści filmu. Dzięki temu pochłania on widza bez reszty, nawiązując z nim emocjonalną więź.
Reżyser opowiada o szczęściu, które rodzi się z małych, codziennych spraw, a które ogromną mocą wiążą ze sobą dwoje ludzi. Z drugiej strony Jin-ho Hur ukazuje jak łatwo i nieodwracalnie można doprowadzić do rozpadu tej idylli. Tu niejako kryje się wielka klasa koreańskiego filmu, który nie wpada w histeryczny ton, ani nie spłyca podejmowanego tematu. Gorąco polecam!