Koreańskie Szczęście jest melodramatem specyficznym i przeznaczonym nie tylko dla miłośników gatunku. Może nawet nie zyskałby przychylności fanów indyjskich, czy nawet klasycznie hollywoodzkich miłosnych dramatów. A to dlatego, że Szczęściu daleko do melodramatów targających namiętnościami bohaterów, a bliżej do wymagających skupienia kameralnych dramtów.

Więcej …
SEARCH
Reklama
Wejdź w zakładkę 'archiwum' i pobierz dowolny numer magazynu w PDF, bądź kliknij niebieski button poniżej i ściągnij ostatnie wydanie benshi.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
D - król podziemia

d-krol_podziemia

Indyjscy Chłopcy z ferajny! Już tylko to wystarczy, by zachęcić miłośnika kina gangserskiego do obejrzenia historii króla podziemia, trzymającego w garści kilkunastomilionowy Bombaj.

Czy jest jednak coś z prawdy w tym marketingowym chwycie (wytłuszczone hasło na pudełku DVD)? W rzeczywistości D – król podziemia ma się nijak do filmu Martina Scorsese. I dobrze, bo nic dobrego nie może wyjść z podobnych porównań. Indyjski obraz już od pierwszych minut wyznacza własny styl. Bardzo klimatyczny, budujący nieuchwytne napięcie, które zapowiada gwałt i przemoc. Muzyka i rozedrgana kamera wspaniale dopełniają całości.

Główny bohater – Deshu – wrócił właśnie z Dubaju, gdzie pracował jako mechanik. Bombaj jawi się jako niebezpieczne, mroczne miasto. Wkrótce młody mężczyzna pada ofiarą przemocy. Jest świadkiem morderstwa dokonanego przez jeden z gangów. Inspektor policji wywiera na nim presję, by wskazał winnych. W ten sposób Deshu staje między młotem a kowadłem. Gang poszukuje go, by „zamknąć” mu usta, a policja bije, by mu je rozwiązać. Do tego wszystkiego ojciec mężczyzny – policjant – radzi synowi ucieczkę na wieś.

Mniej więcej do tej chwili film Vishrama Sawanta skutecznie wciąga, tworząc wspaniale duszną atmosferę. I niestety odtąd wszystko zaczyna się sypać. Muzyka, która dotąd z wyczuciem nadawała filmowi niepowtarzalnego klimatu, zaczyna być stosowana bez pomysłu, chaotycznie, wręcz natrętnie. Rozedrgana kamera wkrótce przekracza cienką granicę, prowadząc do trywialnego efekciarstwa. Wszystko, co zostało z powodzeniem zbudowane w ciągu pierwszych minut filmu, przepada z kretesem. Z początku nawet nie jest tak źle, bo widz skupia się na śledzeniu kariery Deshu w gangsterskim światku. Szybko jednak okazuje się, że największe męty indyjskiego podziemia, to nieudacznicy i tylko Deshu wykazuje odpowiednie predyspozycje, by sięgnąć szczytu. Oczywiście jest on dalekowzroczny, odważny, lojalny i zawsze ma do powiedzenia mądre sentencje. I nie było by w tym nic złego, gdyby nie nieudolność realizacji, która czyni z bohatera papierową marionetkę w rękach twórców. Razi brak logiki przestępczego świata, który w ujęciu Vishrama Sawanta wygląda sztucznie i po prostu głupio. Nie da się odczuć siły, bezwzględności, czy chociażby atrakcyjności tego jakże specyficznego świata. Nie przekonają o tym ani sceny z tańczącymi dziewczętami i pijącymi gangsterami, ani te z ulicznymi strzelaninami. Do tego jeszcze fatalnie przeprowadzony wątek miłosny, który równie dobrze mógłby być pominięty. Brak tylko sekwencji tanecznych, by zepsuć ten film do końca. Obawiam się jednak, że pierwotnie miały się one pojawić – stanowią dodatki na płycie DVD.

Dawno nie przeżyłem tak wielkiego rozczarowania. I nawet nie przez to, że to fatalny film, bo tak nie jest. Jako ciekawostka spełnia swą rolę. Rozczarowuje raczej to, że po naprawdę dobrze wyważonym początku, następuje część pełna banałów i taniego efekciarstwa.

D - król podziemia wraz z poprzedzającymi obrazmi Satya (1998) i Company (2002), tworzą gangsterską trylogię, porównywaną do Ojca chrzestnego (1972) Coppoli.

Film w polskiej dystrybucji DVD. 

D - król podziemia / D / D: Underworld Badhshah
Vishram Sawant
2005