|

Film Neilla Blomkampa nie jest arcydziełem, jak chcą jego wielcy zwolennicy, ale przyznać trzeba, że robi duże wrażenie. I to wcale nie efektami specjalnymi, a nowatorskim, świeżym spojrzeniem na gatunek science fiction.
Pierwsze, co rzuca się w oczy i co wyłamuje Dystrykt 9 z oczywistych standardów gatunkowych, to przedstawienie relacji między ludźmi a kosmitami. Nie jest to całkowita nowość, ale przedstawiona w interesujący sposób. Obcy nie dokonują inwazji, do której twórcy zwykle przygotowują widza przez pierwsze minuty filmu. Nie są też krwiożerczymi istotami, chcącymi unicestwić ludzką rasę. Wręcz przeciwnie, to właśnie obcy są tymi słabszymi, zdanymi na łaskę człowieka. A natura ludzka jest okrutna. Najpierw kosmici objęci są ochroną w obozach „dla uchodźców”, potem ogrodzeni drutem kolczastym i pozostawieni w sami sobie w slumsach, by w końcu zostać wbrew własnej woli przesiedlonymi. To człowiek jest panem ich losu i to on w myśl podniosłych idei (w efekcie) ich więzi – działanie, które nie jest aż tak dalekie od rzeczywistości.
I tu właśnie dochodzimy do istoty powodzenia filmu Blomkampa. Człowiek, organizacje i rządy mają skłonności do kontroli jednostki, grupy, czy w końcu całych społeczeństw. W Dystrykcie 9 nie jest inaczej. Z tym, że kontrolującym jest człowiek, a kontrolowanym przybysz z obcej planety. Dwójka obcych (ojciec i syn) jest tak bardzo antropomorfizowana, że po odrzuceniu ich zewnętrznej powłoki, tak naprawdę mamy do czynienia z ludźmi. Ich reakcje, gesty czy motywacje są takie same jak nasze. W ten sposób, odrzucając gatunkowy sztafaż, mamy całkiem realną historię dotykającą aktualnych problemów polityczno-społecznych. Kosmici mogliby spokojnie być zastąpieni przez domniemanych terrorystów, biedotę z slumsów, czy niechcianych uchodźców i przekaz byłby ten sam.
Trafnym i oryginalnym rozwiązaniem było ulokowanie akcji w południowoafrykańskim Johannesburgu zamiast w amerykańskich metropoliach. Sama forma filmu wspomaga prowadzoną narrację, choć sama w sobie nie jest żadnym novum. Jednak wykorzystanie poszczególnych elementów daje efektowną i niegłupią całość – do tego stopnia, że nawet nie drażni hollywoodzki patos w końcówce filmu.
Dystrykt 9 / District 9 Neill Blomkamp 2009 |